Kings i Nobles blisko play-offów. Towers ograli Bisons w meczu na szczycie D-League

Po meczach 6. kolejki wyjaśniło się już kilka niewiadomych. Po raz kolejny w play-offach zabraknie Desert Devils, szanse na udział w decydującym etapie zachowali za to Yellow Pigs. Blisko sprawienia sensacji byli Jumping Fugitives, jednak ostatecznie musieli uznać wyższość Hall Dentists. W spotkaniu na szczycie Development League City Towers niespodziewanie pokonali po fantastycznej rywalizacji Rushing Bisons, choć w pewnym momencie przegrywali już różnicą kilkunastu punktów. Ważne wygrane zanotowali Nobles, Kings oraz Jumpers.

Magic Stones – Proud Nobles 58:71

"Szlachcice" zdołali potwierdzić, że w tym sezonie prezentują wysoką formę. Wygrali już czwarte spotkanie, dzięki czemu zajmują 4. miejsce w Konferencji Historycznej i są o krok od awansu do play-offów. Wygraną zapewniła im zespołowa gra. Aż pięciu graczy zespołu osiągnęło próg dziesięciu zdobytych punktów. Najwięcej - po 15 - zdobyli Mirosław Robak i Paweł Czaja. W drugiej połowie Stones odrobili 13 punktów, ale tracili już zbyt wiele, by wygrać. Na wyróżnienie zasłużyli znów Michał Jaworski (20 pkt., 4 zb., 4 as.) oraz Ilja Karpenko (18 pkt., 10 zb., 3 as.)

Beer Freaks – Rocky Falcons 51:46

Spotkanie ekip czekających na pierwszą wygraną dostarczyło sporą dawkę emocji. Od samego początku minimalną przewagę posiadali "Fanatycy", jednak świetna gra Miłosza Dominiaka (12 pkt, 12 zb.,) i Amadou Guindo (16 pkt., 16 zb., 5 as.) pozwoliła "Sokołom" na zachowanie nadziei, że tym razem uda się zwyciężyć. Freaks wygraną zapewnili sobie dopiero w ostatnich sekundach. Sukces, podobnie jak w pierwszym spotkaniu tego dnia, zapewniła im zespołowa gra. Co ciekawe, oba zespoły zanotowały taką samą statystykę oddanych rzutów z gry: 20/65. Freaks wykorzystali jednak o jeden rzut wolny więcej, częściej trafiali także za trzy punkty.

Yellow Pigs – Desert Devils 104:92

Dla obu ekip było to spotkanie o zachowanie szans na awans do fazy play-off. Od samego początku nastawiły się na ofensywną grę. Tempo było szybkie, nie zabrakło składnych akcji i indywidualnych popisów. Do przerwy "Świnie" prowadziły już 57:41, ale w trzeciej kwarcie "Diabły" poprawiły grę w obronie i zmniejszyły straty. Odwrócić losów meczu im się już jednak nie udało, co oznacza, że żegnają się z nadzieją na udział w decydującym etapie. Pigs do wygranej poprowadzili Tomasz Bubula (23 pkt., 18 zb., 6 as.), Jakub Musiał (30 pkt., 7 zb., 11 as.) oraz Borys Lewicki (28 pkt., 11 zb.). Po stronie Devils docenić należy postawę Olafa Blody (38 pkt., 7 zb., 5 as.) i Piotra Krawczyka (20 pkt., 5 zb.). Reszta ekipy tym razem spisała się jednak poniżej oczekiwań, stąd nieznaczna, ale brzemienna w skutki porażka.

Great Restorers – Majestic Courtiers 65:38

W meczu ekip walczących o dostanie się do fazy play-off wyraźne zwycięstwo odniosła drużyna "Odnowicieli". Od samego początku to zespół Jana Ludiana nadawał ton rywalizacji i stopniowo powiększał przewagę nad rywalami. W trzeciej kwarcie Courtiers zdobyli jedynie 4 punkty, co jest wstydliwą statystyką. Najwięcej punktów dla zwycięzców - 19 - zapisał na swoje konto Arkadiusz Przywara. "Dworzanie" zmarnowali świetną okazję do poprawy swojego położenia i będzie im teraz już trudno prześcignąć rywali, z kolei Restorers mogą odetchnąć z ulgą, bo są o spory krok bliżej sukcesu.

Sleeping Knights – Fierce Dragons 72:100

Do przerwy pachniało sensacją, ale ostatecznie mecz zakończył się zgodnie z przewidywaniami, bo wysokie zwycięstwo odnieśli stawiani w roli faworyta Dragons. Aż pięciu graczy ekipy "Smoków" przekroczyło próg dziesięciu zdobytych punktów. Spośród nich najwięcej - 25 - na swoje konto zapisał Wojciech Ostrogórski. "Rycerze" nadal czekają na pierwszą wygraną w sezonie i wydaje się, że mogą się na nią nie doczekać przed zakończeniem fazy zasadniczej. Sobotnia porażka już definitywnie przekreśliła ich szanse na udział w play-off.

City Towers – Rushing Bisons 78:75

To miał być hit sezonu zasadniczego Development League i bez wątpienia spełnił oczekiwania nawet najbardziej wybrednych fanów, bo emocji było co nie miara. Stawiani w roli faworyta Bisons, napędzani przez Jana Zaleśnego (23 pkt., 7 zb., 10 as.) początkowo przeważali, jednak z czasem doświadczeni Towers pokazali młodszym przeciwnikom, że drzemie w nich nadal duży potencjał. Fantastyczne spotkanie rozegrali zwłaszcza Tomasz Sobas (21 pkt., 9 zb., 4 as.), Przemysław Kołodziej (22 pkt., 4 zb., 3 as.) i Mateusz Wojtoń (20 pkt., 12 zb.). Warto zwrócić uwagę także na to, że wiekowa ekipa "Wież" miała zaledwie jednego zmiennika, a mimo tego potrafiła odrobić w ostatnich sekundach wynoszącą już w pewnym momencie kilkanaście punktów stratę. Czapki z głów!

Jumping Fugitives – Hall Dentists 88:93

Dawid mógł pokonać Goliata. Oba zespoły zagrały niesamowicie nierówno, bo początek zapowiadał pewne zwycięstwo "Dentystów", jednak z czasem niespodziewanie do głosu zaczęli dochodzić "Uciekinierzy". Podobnie sytuacja wyglądała po przerwie, jednak ostatecznie pogoń się nie udała. W drużynie Fugitives wyróżnił się zwłaszcza Grzegorz Mocio (24 pkt., 7 zb.). Dentist wygrali piąty raz w sezonie i nie muszą martwić się już o awans do fazy play-off, a ten mecz może być dla nich kubłem zimnej wody, bo ambitni rywale pokazali im, że w tej lidze wygraną trzeba sobie wywalczyć.

Blue Lagoons – Old Town Bats 63:67

Od wyniku tego spotkania zależało bardzo wiele, bo "Nietoperze" potrzebowały postawić kolejny krok, by zapewnić sobie udział w fazie play-off, z kolei Lagoons chcieli zachować szanse podobny sukces. Lepiej mecz rozpoczęli Bats, którzy lepiej radzili sobie zwłaszcza w walce na tablicach, celniej rzucali także z dystansu, dzięki czemu do końca trzeciej kwarty powoli, ale konsekwentnie budowali przewagę. Lagoons obudzili się dopiero w ostatniej części, jednak nie zdołali już odrobić całości strat, co może kosztować ich udział w play-offach. Niemal na pewno znajdą się tam już Bats, którzy wciąż mogą celować nawet w 1. miejsce.

Mighty Kings – Salt Miners 109:85

Kings mają za sobą kolejny świetny mecz, choć po pierwszej kwarcie przegrywali 21:29. Wobec braku Pawła Fleszara Miners znów mieli spore kłopoty w obronie i walce na tablicach, przez co z czasem zaczęli ustępować przeciwnikom. Trzecią kwartę Kings wygrali aż 30:12 i stało się niemal pewne, że wygrają swój czwarty mecz. W ofensywie motorem napędowym ekipy "Królów" znów był Michał Borkowski, który zanotował triple-double (22 pkt., 15 zb., 10 as.). Po stronie przegranych 4/5 rzutów z dystansu trafił Mateusz Dębosz, dobrze spisali się Artur Biernat (22 pkt., 11 zb., 6 as.) i Wojciech Sieroń (20 pkt., 9 zb., 3 as.). Zabrakło punktów dobrze dysponowanego zwykle Mateusza Puta, który trafił tylko 1/14 rzutów z gry, spudłował także oba wolne.

Brave Buglers – Rogue Jumpers 69:86

To spotkanie mogło mieć zupełnie inny przebieg, gdyby zespół "Hejnalistów" zdołał skompletować szerszą kadrę. Wobec braku zmienników Buglers długo próbowali toczyć wyrównaną rywalizację, ale w trzeciej kwarcie wyraźnie opadli z sił i musieli pogodzić się z porażką. Zwycięstwo "Janosikom" zapewniła zespołowa gra. Aż sześciu zawodników tej ekipy zdobyło dwucyfrową liczbę punktów. Czwarta wygrana w sezonie oznacza, że już na pewno zagra w fazie play-off, Buglers z kolei osunęli się w tabeli i ta porażka może ich w końcowym rozrachunku naprawdę sporo kosztować.

Aktualizacja: wtorek, 19.10.2021 07:02

Zaloguj się

Utwórz konto